poniedziałek, 6 czerwca 2016

Koniec z długami mamy.

23 maja w sądzie w obecności referendarza złożyłam podpis pod oświadczeniem o odrzuceniu spadku.
Bardzo obawiałam się tego momentu. Chociaż wiele osób z mojego otoczenia twierdziło, ze to tylko formalność i nikt nie zmusi mnie do przyjęcia spadku, to tliła się we mnie niepewność.
Ale już mam ten problem z głowy.
Dzisiaj córka odebrała z poczty zawiadomienie z sądu zawiadomienie, że ja odrzuciłam spadek. Na syna czeka awizo. I teraz oni musza złożyć odpowiednie oświadczenia w sądzie.
Jest mi lekko na duszy, bo nie muszę spłacać nie swoich długów.

środa, 20 kwietnia 2016

Nie daję się starości. A jednak...

Od śmierci mamy już troszeńkę dni upłynęło.
I zdałam sobie sprawę, że jestem najstarsza w naszej rodzinie. I nie jest to najmilsze uczucie.
I jeśli dochodzą jeszcze jakieś dolegliwości, to wpadam w popłoch.
Jestem coraz starsza!!!!
I wcale tego nie chcę. A muszę zaakceptować.
W bezsenne noce porządkuję swoje sprawy i planuję jak przekazać je dzieciom.
Nawet jeśli pożyję jeszcze długo albo dłużej, to chcę żyć w spokoju, że mam uporządkowane życie emerytki.
Założyłam teczkę z ważnymi dokumentami typu różnego rodzaje metryk.
Mam też teczkę z wszelkimi ubezpieczeniami. Inną z umowami i rachunkami.
Z doświadczenia wiem, że nawet jeśli osiągnę podobny wiek do mojej mamy, to podobnie jak ona zapomnę o ważnych sprawach. A nie chcę aby moje dzieci miały ze mną i moimi sprawami kłopot.
I gdy mam teraz względny porządek i ład w papierach, mogę spokojnie spędzać życie emerytki na działce czy w parku.
A gdy jest porządek w papierach, to i nastrój jest lepszy. I radość pełniejsza. A tym samym to wszystko odbija się na zdrowiu psychicznym i co za tym idzie na zdrowiu fizycznym.
I już mi lepiej. I młodziej!!!!

środa, 23 marca 2016

Minął miesiąc od śmierci mamy. Niby tylko miesiąc a wydaje się tak dawno. Przez ten czas tak wiele zmieniło się w naszym życiu. Oswoiłam się z nieobecnością mamy. to może przykro zabrzmieć, ale nie było to trudne. Może dlatego, że miałyśmy dużo luźniejszą więź niż ja z moją córką. Tak naprawdę, to żyłyśmy obok siebie. Mama nie wprowadzała mnie w swoje życie i jego tajniki . I ja też tak nauczona robiłam tak samo.
Ale nie jest to dobre życie i dobre relacje między matką i córką.
Cieszę się, że moja córka inaczej mnie traktuje i dbam bardzo o to aby tak zawsze było. To ode mnie zależy jak będę traktowana przez dzieci na starość.
Dzisiaj spadł mi kamień z serca, bo złożyłam w sądzie oświadczenie o odrzuceniu  się spadku.
Gdy dostanę protokół z sądu, to moje dzieci też odrzucą spadek. I niech wierzyciele teraz mają problem .
Tak naprawdę, to nie wierzę w to aby nie byli ubezpieczeni od śmierci dłużników. Bo takich sytuacji jest ogromna ilość. Byłoby to największa głupota wszystkich firm wykupujących długi.
Te mamy długi położyły cień na naszych stosunkach i bardzo je ochłodziły. Ale to już przeszłość i nie będę wracać do tego.
Teraz pozostało mi tylko wspominać ciepłe momenty z naszego życia i dbać o grobowiec i zieleń wokół niego.
I niech mama spoczywa w spokoju.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Pustka.

Dnia 23.02. Mama odeszła.
Rano  po cichutku nikomu nie tłumacząc się i nikomu nie przeszkadzając. Po prostu odeszła.
Jeszcze po 8-ej poprawiłam jej pościel, dałam pić i poszłam do kuchni zaparzyć sobie kawę i ugotować mleko z kaszką dla Mamy.
I gdy przed 9-tą przyszłam do pokoju aby Ją nakarmić, zauważyłam nową nieznaną zmianę.
Mama umierała. Zamknęłam jej oczy, wzięłam za jeszcze ciepłe dłonie i modląc się jeszcze raz prosiłam o wybaczenie i dodawałam jej otuchy przy przejściu na drugą stronę. Mówiłam, że Tam na Mamę czeka Jej Mama, siostra i bracia. Czekają Jej Mężowie.
I Mama spokojnie poszła do Nich.
Nie rozpaczałam. Ale płakałam.
Musiałam zadzwonić po lekarza. Musiałam zadzwonić do firmy zajmującej się pochówkiem. Musiałam mieć siły.
Co prawda mąż mi pomagał i córka też. Ale to ja jestem córką.
Pogrzeb był bardzo kameralny. Tak bardzo wiekowi ludzie mają już okrojone rodziny i bardzo mało znajomych.
Nie mniej jednak poinformowaliśmy rodzinę mojego męża. To było moim szczerym zamiarem pojednania się z nimi. I bardzo cieszę się, że chyba mi się to uda. Bo przyszły wszystkie trzy kobiety na których mi zależało. Bo to kobiety tworzą rodzinę i ją cementują.
A teraz pozostają sprawy do załatwienia. Najważniejsza złożenie wniosku o odrzucenie spadku. Czyli pozbycie się długów, które mogłyby przejść na nas i na nasze dzieci  i ich dzieci. Muszę też zamknąć jej konto i powiadomić o śmierci firmę do której przelewałam dług Mamy.
To są przykre sprawy , które ciążyły od kilku lat na naszych stosunkach. Ale to wszystko wybaczyłam Mamie i mówiłam o tym w Jej ostatnich dniach. Chciałam aby odeszła w spokoju świadoma, że nie mam do niej żalu i wszystko pozałatwiam.
I tak jest i tak właśnie robię.
Nie mogę oswoić się z Jej pustym pokojem. Ciągle mam wrażenie, ze tam jest i chodzi po przedpokoju.
Wiem, że to minie. Ale póki co Mama jeszcze jest z nami.

piątek, 19 lutego 2016

Dziwne odczucia....

...gdy wiele osób z którymi rozmawiam o chorobie mamy przygotowuje mnie na jej śmierć. A ja tego nie czuję.
Wczoraj pielęgniarka spytała mnie czy wiem co mam robić w przypadku gdy mama odejdzie. Poinformowała gdzie mam w pierwszej kolejności dzwonić i co załatwiać. Po jej wyjściu weszłam na odpowiednie forum w internecie. Wszystko to co powiedziała Pani Celinka pokrywało się z informacjami jakie znalazłam na forum.
Wiem, że z każdym dniem zbliża się ta chwila. Ale nie czuję tego. Widzę codzienne zmiany w mamie. Ale nie czuję jej zbliżającej się śmierci.
Mam niemiłe stosunki z rodziną Jędrusia. I chcę zrobić ( znów) krok aby scementować tę rodzinę. Chcę ( gdy już zajdzie taka potrzeba) powiadomić ich o pogrzebie i zaprosić ich na obiad w domu.
Jak oni zareagują, to już naprawdę bez znaczenia. Jeśli przyjdą, będę bardzo szczęśliwa, że znów będziemy stanowić rodzinę. Ale jeśli nie przyjdą, to nie będę z tego powodu rozpaczać. I też zamknę ten rozdział w swoim rodzinnym życiu.
Myślę o tym i o sprawach finansowych ( długi mamy) i niby wiem co mam robić, ale boję się tego wszystkiego.
Pani Celinka radzi mi iść z wizytą do psychiatry. Mam już zarezerwowaną kolejkę od grudnia. I chyba wybiorę się. Bo obawiam się, że jednak nie dam rady i pęknę w najmniej odpowiednim momencie. Już teraz łapię się na typowych objawach zbliżającej się depresji. Nie wychodzę z domu , bo mi się nie chce. Nie dbam o siebie, bo mi się nie chce. Do wszystkiego zmuszam się. Nawet do gotowania. A przecież to bardzo, bardzo lubiłam. Niby trzymam się a jednak mam coraz częściej słabe momenty.
A przecież wszystko jest jeszcze przede mną

czwartek, 18 lutego 2016

Czas spokoju i wybaczania.

Dzisiaj mam dziwny taki nastrój. Może na taki stan wpływa fakt, że daję sobie radę z opieką nad mamę. Mam już opracowane ruchy przy karmieniu sondą, przy obmywaniu ciała, przewijaniu. Mam już zorganizowany dzień. A mama jest spokojna i nieruchliwa. To bardzo pomaga przy pielęgnacji chorego.
Jestem wyciszona a to sprzyja różnym rozmyślaniom.
Miałam co wybaczać mamie, to fakt. Ale już zapomniałam o wszystkim . I wybaczyłam wszystko.
Nie jestem osobą modlącą się zanadto. Modlę się z szacunkiem dla Boga. Nie wyklepuję modlitw przy każdej wolnej chwili.
A teraz postanowiłam modlić się na głos przy mamie. Mama modliła się bardzo często. Teraz już nie może. Więc to dla niej i z miłości do niej i szacunku pomodlę się aby spokojnie przeżyła ten swój ostatni etap.
Skoro ma jej to pomóc w przejściu na drugą stronę, to niech tak będzie.
Może będzie słyszała te modlitwy? Może nie będzie się bała i nie będzie cierpiała?

piątek, 12 lutego 2016

Tydzień za nami. Daję radę.

Jak ten czas szybko leci. Już tydzień minął jak mama jest w domu. Wszystko mnie przerażało.
Począwszy od karmienia i pojenia a skończywszy na przewijaniu i myciu.
Mama już pierwszego dnia wyjęła sobie sondę. Więc karmię ją strzykawką. Ale już nie chce jeść. I nie wiem czy kaprysi bo jej nie smakuje, czy nie może przełykać. Wciskam jej 50 ml. I bez znaczenia czy to mleko z kaszką, sok, zupa czy woda.
Mamy już pielęgniarkę. Była dwa razy. Pokazała mi jak myć mamę. I przy wielkiej pomocy Oli zrobiłyśmy to. Może nie było fachowo ale mama jest odświeżona. I pościel udało nam się zmienić. Co przy braku współpracy ze strony mamy wcale nie było łatwo.
Mamy całoroczne zlecenie na pieluchy, cewniki i woreczki. Dzisiaj mąż przytargał ze sklepu medycznego 60 pieluch.
Przekładam mamę na drugą stronę co 3 godziny, masuję ręce i stopy.
Zeszła opuchlizna z lewej dłoni.. A była jak balon. Smarowałam Altacetem. I podaję Ibufen.
Czasem poruszy ręką. Ale generalnie nie rusza się. No i krzyczy przy każdej próbie przewrócenia jej czy zmiany koszulki albo pieluchy. O jęczeniu już nie wspomnę, bo przyzwyczaiłam się.
Jeśli jutro i pojutrze nie będzie jadła, to poproszę pielęgniarkę o założenie sondy. Ale to też nie jest wyjście idealne, bo trzeba będzie przywiązywać jej ręce aby tej sondy nie wyciągała.
I nabieram powietrza, wdechów kilka robię i do przodu.